Najnowsze wpisy, strona 1


To tak historia
24 marca 2025, 19:30

 

To jest ten moment, kiedy chce odejść. No wracamy do domu, ja pędzę na górę bo chce siku. Mlody jeszcze zaspany w aucie. On coś wyrzuca. Jestem w łazience i nie słyszę by wchodzili. Już przeczuwam ze będzie afera.

Wychodzę i patrze ze on stoi na dole przed lustrem i się przegląda. Pytam gdzie mlody a on że w aucie.  Injuz wiem że ten stoi tam i pilnuje by nic głupiego się nie wydarzyło. A mlody ryczy w aucie.  Schodzę zła. Ze jak zwykle ze nie może okazać trochę uczucia,  wziąć go na ręce, poszkodować, przekupić. Cokolwiek byłe uniknąć afery. Zwracam mu uwagę. W nie miły sposób.  On że się źle czuje ,ze coś go bierze. Idę do auta. Wyciągam młodego o dreptamy każde na swoich nogach w stronę domu.  Oczywiście darcie nie ustaje. Krzyki ze nie. 

 Nie chce się rozbierać, nie chce ściągać butów.  Idę na górę. Walczę ze sobą co zrobić.  Zostawić go czy iść. Jeśli go zostawię samego to szybko się to noe skończy. Dlatego też przecież poszłam do niego do auta. Ode ściągam mu buty, komin. Biore za rękę i z rykiem prowadzę na górę do jego pokoju.  Trzaska drzwiami. Myślę zostawić czy zostać. Zostaje. Biore go na kolana. Walczy ze mną. Rzuca się. Bije drapie ,szarpie za włosy. 

Na początku go przytrzymuje. Ale wiem że tylko zduszam jego złość. Więc po chwili pozwalam mu żeby robił mi to wszystko, bił drapał,  kopał.  Schodzę na podłogę.  Gdy go puszczam ucieka. Więc  Idę za nim. Znowu biore go na ręce i wracam do pokoju. Zamykam drzwi i siadam z nim na kolanach na łóżeczku. Jeszcze chwilę się szarpie. Przyszło mi do głowy żeby nagrać to jak się zachowuje w chwilach złości. Jedna ręką próbuje włączyć kamerę.  On się drze ze mnie nie chce, babci i wujka.  Bije piesciami.  Jestem z tym sama. Z tym ze coś chce zrobić. Żeby go w furii nie zostawiać samemu sobie.  Widzi ze kamera jest skierowana na niego.  Jeszcze powtarza ze nas nie chce, że chce mnie bić. 

I żebym  sobie poszła. Schodzi mi z kolan Więc wychodzę.  Mijam się z mężem w kuchni. Chowam za lodowka tak że mnie nie widać. I duszę w sobie płacz. Który czuje od wyjścia z pcpr. 

 Jeszcze chwilę z tym walczę. Mlody wychodzi z pokoju. Pyta gdzie ciocia. Nie chce się odzywać. Potrzebuje chwili dla siebie. Ale odzywa się mój mąż, że sobie poszłam bo nas nie chce. Mlody w płacz. Mąż  w krzyk,  żeby się nie darł bo go glowa boli. Mi już nerwy puszczają. Wiem że nie ma sensu wchodzić pomiędzy. Ze nie rozumie, że nie słucha.  Oni też nigdy nie słuchali kiedy prosiłam by się nie kłócili by się nie darli i stawiali do bicia.  Wiedziałam że jeśli nawet będę go błagać by już przestał się drzeć na młodego to do niego to nie dotrze. Mlody poszedł do pokoju. Ten usłyszał ze płacze i przyeszdl do mnie. Nie wiedział że tam Jestem.pyta czy  mnie przytulić. Mówię że nie. Bo to przez niego. Przez moją bezsilność  wobec niego. Brak wpływu. Wydaje mi się że jeśli się kogoś kocha to się potrafi dla niego coś zrobić.  Siedzę tam i wiem że nie umiem odejść. Wiem że nie widzę wyjścia.  Wiem że to się nie zmieni. I to był błąd że wzięliśmy młodego. Teraz noe umiem tego odkręcić. Wstydzę się. Że poległam. Bo chciałam mieć rodzinę jak z bajki. Zaangażowanego męża,  dla którego będę mogła gotować i który będzie to docenial.  Który będzie się bawił z dziećmi. Przytulał brał na ręce. Będzie cierpliwy. 

Chce odejść  ale nie umiem. Bo mlody .i to mu zrobi krzywde, bo w gruncie rzeczy chciałabym mieć z nim dzieci I nawet przygarnąć jeszcze jedno. Ale kiedy się drze widzę potwora. I nie chce tego zrobić moim dzieciom.  Fundować takiej jazdy, bo tatusia boli głowa, bo tatuś jest zajęty, bo nie ma czasu, bo chce sam xoa zrobić.  Bo najlepiej by było gdybyś siedział tylko w pokoju i się bawił sam. Jestem teraz surowa. Wiem o tym.  Bo życie razem nie jest zero jedynkowe. 

Chce odejść ale w sumie  czasami przecież jest, przecież czasami mnie wspiera. Wtedy kiedy chce. Choć niendarzy mnie uczuciem. 

Jeśli tak wygląda życie to nie chce takiego życia. 

 Mówię by mnie dotykał, przytulał. Ze tego mi brakuje ze potrzebuja. Ale gdy to robi to się dziwię. To nie czuje tego. Jest mi to obce.  bo jest to tak rzadkie. I wiem że minie. Tak jak powiedział przy naszej ostatniej rozmowie. Miesiąc dwa i wrócimy do tego samego. I tak pewnie będzie. 

 

 

Nic nie jest tak jak bym Chciała, by było.

Najpier zareczyny i slub o ktorym marzyłam. 

jakos cos we mnie chciało ze względu na staż związku bym to ja się zaręczyła jako pierwsza i wyszła zamaz szybciej niż moja siostra. Ale to moja siostra ohajtala się pierwsza. O. Się zastanawiał. Zajęło mu to 7 lat. 

 To mnie tak nie zabolało. Zabolało NATO.iast kiedy jego kuzyn po 2 latach związku się zaręczył. Kiedy zadzwonił do mnie powiedzieć że będziemy na wesele szli,  brakło mi oddechu. Zamiast się wtedy ucieszyć i pogratulować, to przytaknęłam. A kiedy się rozłączył. Pekalm.  Runęła fala łez.  Drugie pęknięcie kiedy dwa lata temu zastanawiałam się nad rozwodem znowu. Siedziałam u siostry  kiedy zadzwonił i z radością oznajmił że będzie wujkiem.  Pyta czy dać mi Sylwię czy chce pogratulować. W tle słyszałam że wszyscy tam są z jego rodziny. Z grzeczności  pogratulowałam. Ale nie czułam jakiegoś specjalnego szczęścia.Choć byli niecały rok razem. On rozwodnik juz z dwojka dzieci. Ona 33 letnia panna bez żadnego dłuższego stażu w związku Znowu poczułam kolejne pęknięcie. Bo to my mieliśmy  się starać o dziecko. To nam przez 10 lat co wigilię życzyli bobasa, a on zartobliwie opowiadał, ze dopiero jak bede zarabiac 10 tysiecy to sie zgodzi na dziecko. Kiedy się rozłączyłam  znowu zaczęłam wyć.  Ktoś układał sobie życie a mi świat rozpadał się na kawałki. 

Przetrwalam to.

Kolejne pęknięcie i kolejne. 

Nie jest do konca szczesliwy. Sam to przyznaje.

Ale uważa tez ze się nie zmieni. Ani on ani ja. Pytam go czy chce sie rozjesc czy mysli o rozejsciu.Rozchodzić się nie chce,i na terapię też nie chce iść. 

Ja coraz częściej myślę o separacji, odejściu. Chociaż gdy zaczęliśmy o tym rozmawiać jakby mi przeszlo. To nie bylo do konca takie odczucie "ale o co Ci chodzi". To coś na zasadzie co Ty bez niego zrobisz. To co jest, On, jest Ci znanym. Przecież możesz tak żyć. Bez drugiego psa da się żyć.  Odejdziesz , kto by Cię taka pokochał z problemami i bagażem. Nie znajdziesz tego czego szukasz bo to nie istnieje.  Nikt nie chce się poświęcać dla drugiej osoby.  Miałabym Opowiadać komuś o rodzicach alkoholikach, o związku i rozwodzie,  co dlaczego kiedy i jak.  A nawet jeśli. Kto chciałby byś z kim poranionym, tak niestabilnym. Ciężko byłoby mi zaufac. Ludzie chcą prawdy i szczerości ale nie dają zrozumienia i akceptacji.  Tu mam obojetnosc i samotność.  Ona jest lepsza niż wstyd, strach przed tym że ktoś zdradzi Twoje prawdziwe ja, to kim jesteś jak się czujesz. Jaka jest Twoja przeszłość. Nie raz słyszę w to opowowiesciach innych ludzi. 

Pójdziesz w nieznane sama. Nie wiadomo kogo spotkasz. Czy nie trafisz na kogoś gorszego. Bo schematy się już utarły.

 

 

Mówi mi , że Ciągle słyszy o rozwodzie, odejściu, że znajdę sobie innego. 

Ja mu mówię że ja tylko potrzebuje trochę czułości przytulenia, bycia razem nie obok. Nie wymieniania się usługami.  

Wyrzuca mi że chxe dwa psy bo Kasia będzie miała. A on nie chce bo drugi pies to kolejny problem . Dwa razy więcej roboty. A już teraz jest problem. Bo chce się gdzieś pojechać to trzeba mu opiekę załatwić. Więc się pytam czy pies jest dla niego problemem. Bo jak tak mówi to wszystko po trochu jest dla niego w tym związku problemem. 

 

Opowiadam mu swój sen o przytuleniu i o tym jak się czułam. A on mi na to, że było mu w tej pozycji niewygodnie..

Tyle już przetwalam. I wiem że tak wygląda moje życie.  

 

 

Wtedy pytamy
16 marca 2025, 23:02

Tak sobie mysle. Pyta czy było mi dobrze. Nigdy nie pyta. Albo muszę  mu powiedzieć żeby zapytał. Zainteresował się  . Bo ja pytałam za każdym razem.  Bo chciałam by było mu dobrze, bo działało na mnie i podniecało mnie jego podniesienie. 

Leżałam..  czułam że coś jest nie w porządku. Mogłam powiedzieć znowu homorony.  Ale nie wiem czy to było to.  I kiedy zapytał czy było mi dobrze. Kropki się połączyły. Zawsze powtarzał że tego chce. Ale nigdy nie pytał. Nie upewniał się. Bo był pewien swego? Nie wiem. 

Uświadomiłam sobie. Że skoro nie pytał. To nie chciał wiedzieć. To nie było to dla niego ważne. A chcemy wiedzieć o tym co dla nas jest ważne. Wtedy pytamy...

Wtedy pytamy
16 marca 2025, 22:56

Tak sobie mysle. Pyta czy było mi dobrze. Nigdy nie pyta. Albo muszę  mu powiedzieć żeby zapytał. Zainteresował się  . Bo ja pytałam za każdym razem.  Bo chciałam by było mu dobrze, bo działało na mnie i podniecało mnie jego podniesienie. 

Leżałam..  czułam że coś jest nie w porządku. Mogłam powiedzieć znowu homorony.  Ale nie wiem czy to było to.  I kiedy zapytał czy było mi dobrze. Kropki się połączyły. Zawsze powtarzał że tego chce. Ale nigdy nie pytał. Nie upewniał się. Bo był pewien swego? Nie wiem. 

Uświadomiłam sobie. Że skoro nie pytał. To nie chciał wiedzieć. To nie było to dla niego ważne. A chcemy wiedzieć o tym co dla nas jest ważne. Wtedy pytamy...

Kim że jestem
16 marca 2025, 22:45

Czuje się jak przedmiot. Narzędzie do zadowalania mezczyzny. 

I mam to głęboko zakorzenione. 

Czuje się jak rzecz. Jak własność.  No to latami było wpajane w kobiety. Denerwują mnie mężczyźni. Garnie do nich po odrobinę miłości i ciepła. Ale lękam się uprzedmiotowienia. Kiedy słucham wypowiedzi polityków. Kobieta nie może mieć prawa głosować. Kobiecie za aborcję powinno grozić więzienie. Nie ważne jest życie kobiety. Nie ważne że została zgwałcona. 

Większość z tych haseł mnie nie dotyczy. Ale czuje ich wyższość. Wyższość mezczyzn mad nami. Wszędzie. 

Są silniejsi więc mogą wszystko. Nawet siła.  

Kim że jestem ja. 

 

 

Pyta czy było mi dobrze. Mruczę przytakujac. Ale czy hylo mi dobrze. Skoro i tak ciągle skupiam się na jego przyjemności by uzyskać swoją. Że te same schematy które powtarza nie dają mi ukojenia.ze nie słucha.

sama nie wiem
16 marca 2025, 21:04

Chciałam to zapisać. Póki myśli były świeże. Póki wiedziałam o co tak naprawdę mi chodzi.

 

Czułam ją, taką przerażającą bezsilność. Dostałam olśnienia gdy sobie to uświadomiłam. Staliśmy w kuchni, po wykąpaniu psa o które zresztą też musiałam się prosić by mi trochę pomógł, jadł makaron i zaczął narzekać, ze 3 razy wyszorował ręce i dalej mu psem śmierdzą. 

I to nie jest takie stwierdzenie poprostu, on tak daje znać że to mu przeszkadza i najlepiej wiecej go nie prosić o to. I czułam że go to denerwuje że je i pomimo że umył ręce dalej nie może pozbyć się zapachu. I poczułam taką bezsilność. Bo czego bym nie zrobiła to i tak mu nie pomogę. 

I tak ledwo co pomaga przy psie. A jeszcze ma problem. i już prawie sie popłakałam. Mruknęłam pod nosem tylko, że mam dość. Że i tak czego bym nie zrobiła to mu nie pomogę i tak będzie źle. A jego samopoczucie i tak na nas wpływa jego marudzenie, jego gniew i złość. i psuje wszystko cały nastruj. To tak jak kiedyś moje jestem smutna i nie wiem dlaczego.

Siedzieliśmy w pokoju, młody nie chciał jeść obiadu, on już zjadł odniósł talerz. I zaczęła się rozmowa o tym, że jest zmęczony już, że ja pojechalam sobie na tydzień, że odpoczełam. Ale kiedy mówię to weź sobie dzień lub dwa i odpocznij to on nie chce. Więc mota się w tym, pomocy nie chce, rozmawiać nie chce i sam zrobić z tym też nie chce. Kiedyś nawet przyznał że być może też ma depresje.. Ale co z tego.

Juz mieliśmy iść z psem na spacer, Młody znowu zaczął odwalać. Jemu zabrakło cierpliwości. I oczywiście jedynym wyjściem było stwierdzenie" to nie idziesz na spacer. "Bardzo wygodne prawda. Kiedy chce się siedzieć dalej na telefonie. Kiedy nie chce się w prost powiedzieć że nie chce sie iść na spacer. Więc kolejny raz poszłam na ten spacer sama. Nie chodzi bo jest zmeczony. Nie chodzi bo musi coś zrobić. Nie chodzi bo akturat taką dał kare młodemu. 

Zawołałam go na dwór i bez młodego mu o tym powiedziałam. Że robi tak za każdym razem. 

A moze jestem nieobiektywna, moze niewyrozumiała.

 

W gruncie rzeczy niby jest dobry, zamonował kuchenke, lodówkę, pralkę. Chociaż wiedziałam, ze będzie cieżko .Czułam się zle, bo to problematyczne dla niego i go denerwowało. 

I już to mnie martwiło. 

Wrociłam po tygodniu.Niby się ucieszył z mojego przyjazdu. Widziałam jakiś taki entuzjazm , przypływ energii. Jednak czułam dystans. 

 Nie chce się kochać

Zamiast pocałunków są buziaki

Gdy wróciłam chciał dać mi buziaka.Ale się zastanawiałam jak bardzo to jest na pokaz. 

Czy może to miało być takie zadowolenie mnie, albo taka normalność bo tak się robi. Buzi i już po sprawie. Fajnie że jesteś.

Skad we mnie to niedokochanie. Czasami chciałabym żeby ktoś siedział przy mnie i mnie poprostu przytulał. A potem myślę sobie skąd we mnie te potrzeby. Przecież z nim jest łatwiej.Nie muszę się tak bardzo martwić o finanse, stać nas razem na więcej niż gdyby było osobno, choć nie do końca. 

Razem jakoś łątwiej. Przecież mozna się przełączyć na tryb materialisty. Ale ja ciągle czuje że tylko daje i daje .Wróciłam z Niemiec i wiem że było mu ciężko przez te 5 dni beze mnie, przecież mówił o tym jak dzwonił. 

Jednak pranie które składałam w niedzielę późnym wieczorem dalej leżało jak zostawiłam. Naczynia w zlewie tak samo. 

Więc wróciłam i wzięłam się za sprzątanie domu. Przez weekend zrobiłam 5 prań. Włozenie prania z poprzedniego tygodnia zajęło mi raptem 5 minut.  

Więc o co tu chodzi.Niby łatwiej,a jednak nie do końca. Dalej jestem nie dokochana, prosisz się o seks, prosisz się o przytulenie, o to by coś zrobił. 

i tak słyszysz że ciągle go ganiam, że nie moze przy mnie spokojnie posiedzieć.

Gdy zapytałam go ostatnio jak sobie wyobrazał nasz zwiazek to powiedział ze nie wie. Wiec ja zaczełam mu podpowiadać możliwe odpowiedzi. i wyszło na to, że dla niego związek to wymienianie sie usługami. Ja gotuje i sprzątam ogarniam finanse i  inne, a on dba o auta, piec. I tak żyjemy obok siebie.