Poniedziałek 31.03
31 marca 2025, 20:06
Dzisiaj właściwie zastanawiałam się jak to będzie wrocic do domu. Po poranku jakże trudnym. Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Rano mlody starał kaszlał i kichał. Ale mąż upierał się żeby szedł do przedszkola. Choć czułam że gdybym się uparła to by został. Ale słyszę tak, najwyżej na darmo nic nie jadłem nie pojadę na badania. No to ciągnę temat.
Że przecież z nim też może pojechać. Ze poprostu będzie czekał na niego. A on że nie. No to ja dlaczego. A on że poprostu nie. I już. I tak chwilę jeszcze próbowałam dopytać że niby się otworzy. Ale nie. Dowiedziałam się tylko że będzie niegrzeczny. Więc zebrałam się i pojechaliśmy. Po 15 km. Starania kichania i kaszlu. Myślę sobie no jak ja mam go oddać do przedszkola. Dzwonie do starego i mówię że on powinien w domu zostać. Zaczął stekac. Ale wyjechał i spotkaliśmy się w połowie. Spóźniłam się do pracy. W między czasie dnia pisze jak tam. Dowiaduje się że jednak pojechał na te badania.
Wracam do domu. Już od wejścia widzę że nic nie zrobione. A umierający to on już nie jest. Zlew pełen naczyń. Ubrania wczoraj ściągnięte jak zostawiłam tak leżą. Mlody sam w kuchni je pierogi. A on siedzi w salonie -na telefonie. I nawet mi go żal. Już chciałam zacząć z grubej rury. Ale podeszłam do niego. Przywitałam się. Dałam całusa w policzek. Przywitałam się z mlodym. I usiadłam w salonie obok męża. I słyszę jak marudzi zw nic nie odpoczął, że wolałby w pracy siedzieć. Że cały dzień tuturururu. Że leżeć nie chciał.
Ale on bajki puścić też mu nie chciał. Widzę Po nim że ma dość. Że to też za dużo dla niego. Dla nas. Mlody dzisiaj dostał jakiegoś szału. Wszędzie go było pełno.
Próbuje rozmawiać z mężem. On mi coś o ubezpieczeniu, mlody też coś. Zaczyna się nerwowka. Nie idzie porozmawiać. Mówię do męża że to chyba już czas. Ze ja się poddaje i nie mam siły. I tak milczymy. I pytam go czy możemy porozmawiać. On że tak . No to mowie ze ja swoje powiedziałam. I czekam na odlwoedz tak nie nie wiem porozmawiamy. Mówi tylko ze tak.
Więc rozmowy nie ma. Chwile się kręcimy. Ja nie bardzo wiem za co się zabrać. Czy herbatę czy obiad czy sprzątaniem w końcu wyciągam naczynia że zmywarki. Okazuje się ,ze jednak coś zrobił.
Mlody jest dokuczny. Mówię do męża żeby włączył mu bajke bo zwariuje. On że nie. Że nie będzie mlody oglądał bajek. Ciasta i ciastek też nie może.
Mlody gania jak z pieprzem w tyłku. Nie słucha nic co się mówi.
Stary się drze. W końcu każe mu siedzieci w pokoju. Nie słucha. Więc kończy się nerwowo.
Widzę po nim że naprawdę ma dosyć. Że sam sobie już nie radzi, że zle sie czuje z tym co robi i jak się zachowuje. Ale nie chce rozmawiać. Zamyka się i dystansuje. Nie chce się przytulić. Nie chce być przytulony. Nie przytulał mnie tak naprawdę od tygodnia. Tylko raz czy dwa w niedzielę. Już wydawało mi się że jest w miarę. Pojechaliśmy na zakupy. On był w lepszym humorze. Ale jednak nie. Więc tak nie chce rozmawiać.
Dodaj komentarz